Forum PBF na podstawie The Walking Dead.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Walmart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Alice Astor

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Nóż, wakizashi, paczka zapałek, sznurek, wszystko to, co miała w podręcznej torebce - rozładowany telefon, kosmetyki, lusterko, podręczna, mała latarka, portfel, zdjęcie rodziców, paczka tabletek na ból głowy i przeziębienie, butelka wody.
Głód : 150/150
Wygląd : Długie, ciemnobrązowe włosy. 165 cm, 45 kg. koszula w kratkę, kurtka jeansowa, spodnie - czarne rurki zmodyfikowane o dużą ilość kieszeni, glany.

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 15, 2015 5:43 pm

- Chyba ty masz okres Blaise. - Warknęła przez ramię dalej skupiając się na widoku lasu. Zdązyła się już przyzwyczaić do jego niezbyt dobrze dobranych tekstów, które zdenerwowałyby nawet bardzo spokojnego człowieka. Otuliła się szczelniej ramionami, nie z powodu zimna, ale złości. Na siebie, na cały świat, no to, że teraz musiała toczyć ze sobą wewnętrzną walkę, by nie ukazać swojego prawdziwego, złośliwego charakteru, który zapewne zepsułby całą sytuację i sprawił, że znaleźliby się w jeszcze większych kłopotach niż są teraz. Słysząc odgłosy walki natychmiast obróciła się w stronę chłopaków. Nie minęły dwie sekundy, a role zupełnie odwróciły się. Teraz to nieznajomy trzymał karabin celując w Blaise'a. "O Boże" - Pomyślała nie śmiąc wydać najmniejszego dźwięku. Jej dłoń odruchowo powędrowała do wakizashi, nie do noża. Ale nie wyciągnęła go. Chociaż gdyby jakimś cudem odwróciła uwagę tego dziwnego chłopaka to może wycelowałby w nią, a Blaise by miał trochę czasu żeby odebrać swoją własność. Nie miała pewności czy by nie strzelił, w końcu niezbyt miło go potraktowała, miałby do tego pełne prawo. Przynajmniej sama by tak zrobiła, gdyby była na jego miejscu. Żałowała, że nie ma przy sobie żadnego pistoletu czy innej broni palnej. Z tej sytuacji mogłyby ich teraz wyciągnąć tylko zombie, które stałyby się wspólnym celem dla całej trójki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise Storm

avatar

Wiek : 20 lat
Ekwipunek : karabin automatyczny M16A1, topór, torba na ramię, amunicja, ubrania na zmianę, scyzoryk, latarka, lornetka, kilka konserw, dwie paczki sucharów, butelka wody, paczka papierosów, zapalniczka
Głód : 150/150
Wygląd : Rozczochrane włosy, granatowa koszulka, luźne, dżinsowe spodnie i klasyczne, wojskowe buty.

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 15, 2015 5:59 pm

Siła kopnięcia odrzuciła Blaise'a do tyłu. Z pewnością nie był przygotowany na taki obrót sprawy i odwrócenie ról. Mimo wszystko pod żadnym pozorem nie miał zamiaru okazywać słabości. Wciąż miał dwa toporki, ale wiedział, że jeśli Adrien potrafi strzelać, na nic mu się to nie zda, nawet jeśli spróbuje rzutu. Zrobił dwa kroki w przód. Zdawał sobie sprawę z tego, że to głupie, ale nie raz znajdował się w o wiele gorszych tarapatach.
Przeklinał się w duchu, że nie dał Alice żadnej broni palnej, ale teraz było już za późno na myślenie. Trzeba było się skupić na "tu i teraz". - Schowaj się. - Zwrócił się do niej, cały czas stojąc w tym samym miejscu. Musiał być przygotowany na to, że Adrien wystrzeli, ale to, że trzymał karabin było tylko i wyłącznie jego własnym błędem. Nie miał zamiaru narażać osób trzecich, konsekwencje swojej nieostrożności mógł ponosić tylko on sam. Podszedł bliżej przeciwnika, tak blisko, że lufa karabinu przylegała do jego klatki piersiowej. - Dalej. Zabij mnie. - Powiedział, patrząc mu w oczy. - Chyba, że chcesz dostać swoją wódę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrien

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Dużo niesamowitych pierdół, dotyczących jego życia. Zapalniczki, zapałki, nóż, Strzelba Remington 870, 7 magazynków (po osiem naboi), dwie paczki chipsów.
Głód : 130/150
Wygląd : 10/10 przystojny (glany, potargane spodnie, druga para spodni pod nimi, ciemnozielona kurtka z kapturem, arafatka, rzucające się w oczy domowej roboty drewniane karwasze z wyłamanych desek.)

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 15, 2015 6:21 pm

Udało mu się zyskać giwerę w ręce i czuł się podekscytowany jak nigdy. Przez chwilę chciał puścić serię karabinem, ale nie, to byłoby za proste, zważywszy na to, że ta dwójka przed nimi posiadała coś takiego jak uczucia - tak, Adrien jeszcze na to zwracał uwagę. Chłopak przed nim zamiast się cofnąć i się poddać, chwycił jego toporki. Generalnie Adrien smutł. Nie spodziewał się, że ten posunie się do ryzykownych czynów i podejdzie do niego dwa kroki w przód. Brunet jedynie pewniej uchwycił spluwę w rękach, uśmiechając się parszywie.
W końcu z ust chłopaka padły słowa. Mimowolnie zaczął się śmiać.
- To szantaż czy oferta? - spytał go, zerkając kątem oka na dziewczynę, cofnął się o krok. - Nie zabiję cię, dopóki przestaniesz zgrywać sto procent testosteronu. Powiedziałem, że nie chcę kłopotów. Wódkę sam sobie znajdę. A, i oddaj moje siekiery. - dodał na koniec, w geście wskazał bronią w jego stronę. Ciekawiło go to, czy chłopak sobie odpuści, czy dalej będzie ciągnąć gierkę. Obserwował go w napięciu. Jego palec powoli zaciskał się na spuście.
- A układ jest taki - oddajesz mi moją należność, ja tobie jeszcze nie. Ty razem z tą laską wychodzisz na zewnątrz, a ja tu zostaję. Poszperam tu jeszcze chwilę przez dwadzieścia minut na oko, kiedy wy będziecie na zewnątrz. Po dwudziestu minutach tu wrócisz, a twoje cacko będzie leżeć na środku. Co ty na to? - domyślał się, jak bardzo kusząca musiała być ta propozycja. Nie wiedział jednak, jak lepiej mógłby załagodzić sytuacje, jednocześnie działając na swoją rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Astor

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Nóż, wakizashi, paczka zapałek, sznurek, wszystko to, co miała w podręcznej torebce - rozładowany telefon, kosmetyki, lusterko, podręczna, mała latarka, portfel, zdjęcie rodziców, paczka tabletek na ból głowy i przeziębienie, butelka wody.
Głód : 150/150
Wygląd : Długie, ciemnobrązowe włosy. 165 cm, 45 kg. koszula w kratkę, kurtka jeansowa, spodnie - czarne rurki zmodyfikowane o dużą ilość kieszeni, glany.

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 15, 2015 6:32 pm

Jakże bardzo było jej przykro, że nie może posłuchać polecenia szefa i ukryć się. Może wyglądała i zachowywała się jak postrzelona i nie całkiem zdrowa psychicznie, ale miała tez uczucia i upór. Nie mogła go tu zostawić, a sama uciekać jak pieprzony tchórz. Tak nisko jeszcze nie upadła, choć natura ludzka bardzo często u wielu osób wygrywała i robili wszystko, by tylko chronić swój tyłek. Ale nie po to dołączyła do niego, by teraz zachowywać się jakby byli nieznanymi sobie ludźmi.
- Przykro mi, zostaję. - Może nie całkiem było jej przykro z tego powodu. Dało się jednak z daleka wyczuć, że nieznajomy, na którego wpadli wcale nie wydaje się być agresywny, nie szuka kłótni. Miała zamiar wcześniej wyciągnąć broń, zrobić coś... cokolwiek żeby nie stać jak taki słup z założonymi rękami. Atmosfera jednak powoli się rozluźniała, napięcie opadało. Tu można się było dogadać. Słysząc jednak propozycję tego dziwaka zaśmiała się o jeden ton za głośno, po chwili przestała przybierając poważny wyraz twarzy.
- Chyba sobie żartujesz chłopaczku. - Postanowiła nie czekać na odpowiedź Blaise'a choć to do niego zwrócone były słowa tego faceta. Domyślała się, że oberwie od swojego szefa za wtrącanie się, wygadywanie bzdur i prawdopodobne zepsucie negocjacji. - Cały świat o tym wie, że zwyczajnie zwiniesz nam tę broń. W obecnej sytuacji ludzie skaczą sobie do gardeł, by tylko zyskać takie cacko. - Przymknęła się wreszcie dając Blaise'owi dojść do głosu. I tak już za bardzo się w to wszystko wtrąciła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise Storm

avatar

Wiek : 20 lat
Ekwipunek : karabin automatyczny M16A1, topór, torba na ramię, amunicja, ubrania na zmianę, scyzoryk, latarka, lornetka, kilka konserw, dwie paczki sucharów, butelka wody, paczka papierosów, zapalniczka
Głód : 150/150
Wygląd : Rozczochrane włosy, granatowa koszulka, luźne, dżinsowe spodnie i klasyczne, wojskowe buty.

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 15, 2015 6:49 pm

Zmrużył oczy. Wiedział, że jeśli przystanie na propozycję Adrien'a, prawdopodobnie nie zobaczy więcej swojego karabinu. Nie miał zamiaru liczyć na uczciwość ze strony takiego cwaniaka jak on. Nie uśmiechała mu się też możliwość spędzenia dwudziestu minut na zewnątrz, tym bardziej bez broni. Mógł zaryzykować atak, ale w tamtym momencie szanse na powodzenie były nikłe, żeby nie powiedzieć żadne. - Jedynie oferta. NICZEGO...NIE...ZGRYWAM. - Wycedził przez zaciśnięte zęby, przybliżając się do Adriena tak mocno, że lufa karabinu zaczęła cisnąć go w pierś. Ktoś kiedyś powiedział, że do odważnych świat należy. Chyba był głupi lub pijany. Blaise uświadomił sobie, że jedyne co może go uratować to spokój, ale to nic nowego, że nie potrafił panować nad swoimi emocjami. Pomyślał o Alice i o tym, że mimo wszystko zlekceważyła jego polecenie i nie opuściła go. Wykazała się odwagą i w końcu powiedziała coś z sensem. Troska o nią zachęciła go do tego, żeby nieco się uspokoić. - Nie będziesz stawiał warunków, ale możemy obaj pójść na kompromis. Oddasz mi karabin, ja oddam Tobie siekiery i spokojnie odejdziemy, każdy w swoją stronę. - Zaproponował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrien

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Dużo niesamowitych pierdół, dotyczących jego życia. Zapalniczki, zapałki, nóż, Strzelba Remington 870, 7 magazynków (po osiem naboi), dwie paczki chipsów.
Głód : 130/150
Wygląd : 10/10 przystojny (glany, potargane spodnie, druga para spodni pod nimi, ciemnozielona kurtka z kapturem, arafatka, rzucające się w oczy domowej roboty drewniane karwasze z wyłamanych desek.)

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 15, 2015 7:00 pm

Dziewczyna w końcu najwyraźniej zbuntowała się rozkazom tego gościa. Nie poddawali się, ale... To on miał karabin, oni nie, taka piękna różnica. Adrien najwyraźniej nieźle podirytował chłopaka, i zaczął iść w jego stronę. Sam zaczął cofać się w tył.
- Stój gdzie stoisz. - wysyczał dość poważnie. Niestety, nie mogąc opanować jego emocji nieznajomego, Adrien posunął się do kolejnego czynu, jakim było uderzenie spluwą w nos odważniaka, by się cofnął i uspokoił.... Cóż, najpewniej, by się cofnął, bo uderzenie mogło go jedynie podirytować.
- Ta broń jedynie mnie obciąży. - odpowiedział dość spokojnie, przenosząc wzrok to na nieznajomego to na nieznajomą. - Nie mam pewności, czy po odejściu nie wpakujesz mi kulki w plecy. Ta opcja wygląda nieco gorzej niż skradziony karabin. - dodał i przeniósł oczekujący wzrok na chłopaka. To on tu decydował, to było wyraźne. Wolał z nim prowadzić tę "dyplomację". - W każdym razie, nie mam zamiaru go sobie zatrzymać. - dodał, jakby chciał go upewnić, chociaż wiedział, że na słowo i tak mu pewnie nie wierzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Astor

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Nóż, wakizashi, paczka zapałek, sznurek, wszystko to, co miała w podręcznej torebce - rozładowany telefon, kosmetyki, lusterko, podręczna, mała latarka, portfel, zdjęcie rodziców, paczka tabletek na ból głowy i przeziębienie, butelka wody.
Głód : 150/150
Wygląd : Długie, ciemnobrązowe włosy. 165 cm, 45 kg. koszula w kratkę, kurtka jeansowa, spodnie - czarne rurki zmodyfikowane o dużą ilość kieszeni, glany.

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 15, 2015 7:08 pm

Aż podskoczyła słysząc ten dziwny odgłos, kiedy nieznajomy uderzył Blaise'a. Zasłoniła sobie usta dłonią w zaskoczeniu, drugą sięgnęła do wakizashi i wysunęła go nieznacznie chowając jednak od razu. To jej się nie przyda wobec karabinu. Teraz tak potwornie żałowała, że od początku nie zgrywała miłej i delikatnej tylko od razu pojechała z tematem ukazując prawdziwą siebie. Nie zaszkodzi jej jednak spróbować nieco złagodzić sytuację. Choć wątpiła, by ten plan wypalił. Nie nadawała się do tego typu rzeczy.
- Słuchaj, dobra. - Wyciągnęła ręce przed siebie w geście uspokojenia, a przynajmniej tak jej się zdawało, gdyż zrobiła to zbyt szybko i gwałtownie. Mógł równie dobrze to odebrać jako przejaw agresji, którą starała się w sobie stłumić wszelkimi siłami jakie jeszcze jej pozostały. - Skoro jemu nie wierzysz... - Spojrzała wymownie na szefa grupy. Po czym natychmiastowo przeniosła wzrok na tego, który teraz trzymał w ręku karabin. - ... to może mi go oddasz? - Wskazała na siebie i uśmiechnęła się starając się go przekonać. Blaise mógłby kiedyś jej podziękować za to co właśnie teraz robiła. Bardzo ciężko jej było udawać miłą i na pewno nie wyglądała na przekonywującą.
- Ja przecież nie strzelę. - Chciało jej się śmiać ze swoich własnych słów i całego tego cyrku, który starała się odstawić żeby tylko ich uratować. Na taką idiotkę to chyba jeszcze nigdy nie wyszła.Podeszła krok bliżej, później drugi i zatrzymała się starając uspokoić walące serce i drżące nogi. Czyżby się bała?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise Storm

avatar

Wiek : 20 lat
Ekwipunek : karabin automatyczny M16A1, topór, torba na ramię, amunicja, ubrania na zmianę, scyzoryk, latarka, lornetka, kilka konserw, dwie paczki sucharów, butelka wody, paczka papierosów, zapalniczka
Głód : 150/150
Wygląd : Rozczochrane włosy, granatowa koszulka, luźne, dżinsowe spodnie i klasyczne, wojskowe buty.

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 15, 2015 7:21 pm

Uważnie wysłuchał Alice, ale wiedział, że jego przeciwnik nie zechce przystać na jej propozycję. Jego serce zaczęło walić jak oszalałe. Kiedy Adrien go uderzył, na moment całkowicie go zamroczyło i poczuł w ustach smak krwi. Nie był przekonany co ucierpiało bardziej - jego twarz czy godność. Mimo wiążącego się z tym ryzyka, postanowił rozwiązać to po swojemu. Adrenalina na moment całkowicie przyćmiła resztki jego zdrowego rozsądku. Udał, że się zatacza i z całej siły kopnął napastnika w krocze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrien

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Dużo niesamowitych pierdół, dotyczących jego życia. Zapalniczki, zapałki, nóż, Strzelba Remington 870, 7 magazynków (po osiem naboi), dwie paczki chipsów.
Głód : 130/150
Wygląd : 10/10 przystojny (glany, potargane spodnie, druga para spodni pod nimi, ciemnozielona kurtka z kapturem, arafatka, rzucające się w oczy domowej roboty drewniane karwasze z wyłamanych desek.)

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 15, 2015 7:30 pm

Cóż, słysząc propozycje ze strony dziuni... Wyglądała na podejrzaną. Dziwną, jak dla niego. Może tu działał szósty zmysł Adriena, ale z pewnością nie dałby jej broni. W momencie, gdy uderzył nieznajomego, odsunął się i spojrzał spod uniesionych brwi na dziewczynę, przekazując jej wzrokowo "chyba cię pojebało, że przystanę na takie warunki". Niestety, w tym momencie opuścił gardę i poczuł kopniak prosto w jego męskość, automatycznie się skulił, wciąż trzymając w rękach karabin, jęknął i odsunął się kilka kroków od tego frajera.
- Kurwa... Ja pierdole... - warczał pod nosem i po jakimś czasie się wyprostował, wciąż czując cholerny ból. Co za facet kopie drugiego faceta poniżej pasa. Znów wycelował karabinem w nieznajomego.
- Opanuj się do kurwy. - warknął w jego stronę, nie wiedząc w sumie dlaczego mu zależało na tym, by nieznajomemu stała się jak najmniejsza krzywda. Miał swoje zasady, mimo wszystko. Nie chciał rozlewu krwi. Wciąż starał się odezwać do zdrowego rozsądku tego gościa. - Powiedziałem, że ci jej nie zajebię. Jest mi niepotrzebna, robi zbyt wiele hałasu, byłaby zbędnym ciężarem. Wolę wyrzynać sztywnych w starciu bezpośrednim. - dodał poirytowany, nie rozumiejąc, czemu się fatygował. Mógł w końcu strzelić i po sprawie. Jeśli zostanie faktycznie wyprowadzony z równowagi... Cholera wie, co tu się będzie działo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Astor

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Nóż, wakizashi, paczka zapałek, sznurek, wszystko to, co miała w podręcznej torebce - rozładowany telefon, kosmetyki, lusterko, podręczna, mała latarka, portfel, zdjęcie rodziców, paczka tabletek na ból głowy i przeziębienie, butelka wody.
Głód : 150/150
Wygląd : Długie, ciemnobrązowe włosy. 165 cm, 45 kg. koszula w kratkę, kurtka jeansowa, spodnie - czarne rurki zmodyfikowane o dużą ilość kieszeni, glany.

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 15, 2015 9:32 pm

- Dobra.. - Przestała się uśmiechać, nie będzie udawać skoro i tak nie chciał jej dać broni. Nagle Blaise go kopnął, Alice odskoczyła do tyłu ale w gruncie rzeczy chciało jej się tańczyć. Nie jest taki ostrożny jakiego zgrywa, da się go podejść. Niestety na ich nieszczęście nie wypuścił z rąk broni tylko zaczął siarczyście kląć i chyba się już wkurzył nie na żarty. Chciała to już zakończyć, przychodząc tu wiedziała, że nie będzie to zwykły, nudny wypad po zapasy.
- Zawsze się coś musi schrzanić. Zakończcie to chłopcy proszę was. - Jęknęła totalnie zrezygnowana. Była już zmęczona tym staniem i zamartwianiem się. Cała ta akcja była niepotrzebna. Niestety, jeśli chodzi o starcie dwóch facetów, to zawsze musi się coś dziać. Przecież ani jeden ani drugi dobie nie odpuszczą. - Nie chcę udawać miłej czy coś. Po prostu daj mi ten karabin i wszyscy się rozejdziemy. Nie ma sensu bawić się w jakieś podchody. - Gadała już teraz co tylko ślina jej na język przyniosła. I tak czego by nie powiedziała, nie poprawi tej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise Storm

avatar

Wiek : 20 lat
Ekwipunek : karabin automatyczny M16A1, topór, torba na ramię, amunicja, ubrania na zmianę, scyzoryk, latarka, lornetka, kilka konserw, dwie paczki sucharów, butelka wody, paczka papierosów, zapalniczka
Głód : 150/150
Wygląd : Rozczochrane włosy, granatowa koszulka, luźne, dżinsowe spodnie i klasyczne, wojskowe buty.

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 9:48 am

Z satysfakcją obserwował zwijającego się z bólu przeciwnika, choć kopnął go nieco niżej niż zamierzał, a Adrien nadal ściskał w ręku jego karabin. Blaise spodziewał się z jego strony niemałej furii, ale skończyło się jedynie na kilku przekleństwach. W tamtym momencie obaj byli kwita - broń za broń, cios za cios. Ale karabin i złamany nos z pewnością były warte o wiele więcej niż dwie siekierki i chwilowy ból w okolicach krocza.
Otarł twarz z krwi i na moment utkwił wzrok w w leżącej nieopodal Alice, drugiej siekierce Adriena.
- Skoro nie chcesz tego cholernego karabinu, po prostu mi go daj. - Poczuł jak wzbiera w nim wściekłość. - Gdybym zamierzał Cię zabić, już byś nie żył i dobrze o tym wiesz. - Zwrócił się do napastnika. Może nie zamierzam tego zrobić, ale bardzo bym chciał.
Nie był przyzwyczajony do kompromisów i na pewno nie planował dostosowania się do warunków, postawionych przez tego chłopaczka. Na jego miejscu już dawno pociągnąłby za spust, ale jak widać temu tutaj po prostu brakowało do tego jaj. Nic więcej nie dodał i na małą chwilę postanowił zdać się na słowa Alice. O tak, z wielką chęcią bym to zakończył.
Splunął krwią, wyprostował się i postanowił poczekać na moment słabości Adriena, żeby móc w końcu odebrać swoją własność. Miał ochotę po prostu się na niego rzucić, ale po poprzednim zagraniu to byłoby samobójstwo.
Co prawda wcześniej postawił chłopaka w podobnej sytuacji, ale miał do tego pełne prawo. Adrien był tylko cwaniaczkiem i pasożytem, który miał zamiar trochę pożerować na nim i Alice.
- O tak, z pewnością byłaby dla Ciebie za ciężka. - Odszczeknął się. - Umiesz w ogóle się nią posługiwać? - Wiedział, że tylko go tym prowokuje, ale nie dbał o to. Nie zamierzał ulec. Alice miała rację - nie było sensu bawić się w jakieś podchody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrien

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Dużo niesamowitych pierdół, dotyczących jego życia. Zapalniczki, zapałki, nóż, Strzelba Remington 870, 7 magazynków (po osiem naboi), dwie paczki chipsów.
Głód : 130/150
Wygląd : 10/10 przystojny (glany, potargane spodnie, druga para spodni pod nimi, ciemnozielona kurtka z kapturem, arafatka, rzucające się w oczy domowej roboty drewniane karwasze z wyłamanych desek.)

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 9:57 am

Tak, ten męski świat... Niemalże przez echo słyszał głos dziewczyny, która prosiła ich o to, by przestali w końcu tę dziecinną grę. Oboje nie chcieli sobie odpuścić.
- Nie dam ci tego karabinu. - warknął w jej stronę i przez chwilę w nią wycelował. W sumie to teraz zamiast strzelać, rozpierdoliłby ten karabin, to wszystko przez niego. Potem z powrotem wycelował w chłopaka, który fatygował się ze swoim kompromisem.
- Ja mam przewagę, idioto, nie zabiłbyś mnie w tym momencie. - odparł, marszcząc brwi. Cały czas obserwował poczynania nieznajomego. Napięcie wzrastało. W dodatku jego męskość wciąż bolała, o zgrozo... To go jeszcze bardziej nakręcało wewnętrznie. Mężczyzna nie omieszkał się by zacząć kpić z Adriena. Zmarszczył jeszcze bardziej brwi, zagryzając od wewnątrz policzki, rysy jego twarzy nabrały ostrości.
- Słuchaj. - zaczął i wziął głęboki wdech, chcąc się uspokoić. Wzmiankę o posługiwaniu się bronią zwyczajnie przemilczał. - Gdybym chciał ci zajebać ten karabin, to bym kurwa sobie już dawno stąd spierdolił w podskokach, bo nie czułbym zagrożenia z waszej strony. Ta laseczka obok nie jest uzbrojona w żadną broń palną, bo gdyby miała choć trochę oleju w głowie, na pewno by we mnie czymś wycelowała. Gdybym chciał kurwa i karabin i moje dwie siekiery, faktycznie bym cię zabił. - ostatnie słowa wydusił przez zaciśnięte zęby. Miał nadzieję, że przegada do rozumu chłopaka. Cofnął się znów o krok i spoglądał na dwójkę oczekująco. - Po prostu wyjdźcie stąd i wróćcie pod dwudziestu minutach. Na pewno to zwrócę. Powiedziałem, że to cacko jest mi niepotrzebne. - dodał już o wiele spokojniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Astor

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Nóż, wakizashi, paczka zapałek, sznurek, wszystko to, co miała w podręcznej torebce - rozładowany telefon, kosmetyki, lusterko, podręczna, mała latarka, portfel, zdjęcie rodziców, paczka tabletek na ból głowy i przeziębienie, butelka wody.
Głód : 150/150
Wygląd : Długie, ciemnobrązowe włosy. 165 cm, 45 kg. koszula w kratkę, kurtka jeansowa, spodnie - czarne rurki zmodyfikowane o dużą ilość kieszeni, glany.

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 1:11 pm

Sytuacja zamiast się rozwiązać coraz bardziej się komplikowała. Tacy są faceci, żaden nie odpuści, nawet dla świętego spokoju. Zrezygnowana spojrzała na Blaise'a. Wpatrywał się akurat w punkt obok niej, podążyła za jego wzrokiem. Leżała tam druga siekiera tego zwariowanego chłopaka. Natychmiast do niej doskoczyła i podniosła.
- Mogłeś to wcześniej zakończyć, chłopaku. - Warknęła z lekkim trudem unosząc jego broń. - Teraz ja mam coś twojego i tak łatwo mi tego nie zabierzesz. - O tak, mogli to zakończyć, rozejść się do domów. Ale skoro nieznajomy chce wojny to będzie ją miał. Ciekawe co teraz zrobi. Może wreszcie ulegnie? Z tego co zauważyła był bardzo przywiązany do tych swoich siekierek.
Zerknęła nerwowo na Blaise'a. Właściwie to nie miała w tym momencie żadnego planu. Miała nadzieję tylko, że wszystko samo jakoś się rozwiąże. "Cholera, cholera, co ja mam z tym zrobić" - Myślała gorączkowo. Równie dobrze mogłaby teraz wyciągnąć swój nóż, wycelować w głowę chłopaka i rzucić. Jeśli chodzi o rzuty, strzały czy cokolwiek co wiązało się z celowaniem to mogła liczyć jedynie na swoje szczęście. Nie chciała go zabijać, szkoda w takich czasach człowieka, to z zombie należało walczyć, a nie między sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise Storm

avatar

Wiek : 20 lat
Ekwipunek : karabin automatyczny M16A1, topór, torba na ramię, amunicja, ubrania na zmianę, scyzoryk, latarka, lornetka, kilka konserw, dwie paczki sucharów, butelka wody, paczka papierosów, zapalniczka
Głód : 150/150
Wygląd : Rozczochrane włosy, granatowa koszulka, luźne, dżinsowe spodnie i klasyczne, wojskowe buty.

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 1:20 pm

Blaise prychnął w odpowiedzi, ale Adrien najzwyczajniej w świecie miał rację. Mógł po prostu wystrzelić i zagarnąć wszystko dla siebie, ale mimo wszystko próbował negocjacji. A może chciał ich oszczędzić i nawiać z bronią jak zwyczajny tchórz? Storm niczego nie mógł być pewien. Zagryzł dolną wargę i wziął głęboki oddech, próbując nieco się uspokoić. W trudnych czasach jakie nastały, broń palna była na wagę złota, ale tutaj przecież chodziło o najważniejsze - o przyszłość grupy. Był ich przywódcą. Liderem. Wszyscy na nim polegali i i był przekonany, że gdyby zginął, cała grupa rozpadłaby się w mgnieniu oka. Nie miał zamiaru poświęcać życia w imię karabinu. Była jeszcze Alice. To o niej powinien był myśleć w tamtym momencie. Drgnął, kiedy Adrien do niej wymierzył, ale z jakiegoś powodu wiedział, że nie strzeli. Dobrze, że pokazała charakter i postanowiła coś zrobić, ale on mimo wszystko już podjął decyzję. - Stoi. - Wycedził przez zaciśnięte zęby. Sięgnął do pasa i odpiął należący do Adriena topór, podając mu go. Bez zbędnej ostrożności cofnął się i wziął od Alice drugi, który również po chwili oddał właścicielowi. Obdarzył ją przy tym spojrzeniem świadczącym o tym, że mówi serio i nie ma zamiaru próbować żadnych sztuczek. Spojrzał Adrianowi w oczy. Nie chciał marnować czasu na bezsensowną gadkę. - Wracamy za 20 minut. Jeśli nie będzie tu mojej broni, Ty i ja będziemy mieć problem. - Zwrócił się do Adriena. Miał gdzieś to, że to on był tutaj zwierzyną. Wciąż próbował budzić respekt. W drodze do drzwi nie omieszkał potrącić Adriena ramieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrien

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Dużo niesamowitych pierdół, dotyczących jego życia. Zapalniczki, zapałki, nóż, Strzelba Remington 870, 7 magazynków (po osiem naboi), dwie paczki chipsów.
Głód : 130/150
Wygląd : 10/10 przystojny (glany, potargane spodnie, druga para spodni pod nimi, ciemnozielona kurtka z kapturem, arafatka, rzucające się w oczy domowej roboty drewniane karwasze z wyłamanych desek.)

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 1:37 pm

Reakcja ze strony dziewczyny nie uspokajała sytuacji. Jak przedtem ją ignorował, tak teraz spojrzał na nią i mocno się wkurwił, kiedy kolejna jego siekierka wpadła w łapy dziewczyny.
- No nie... Moja druga siekierka. - jęknął, krzywiąc usta. - Jebany chinol. - rzucił siarczyście w jej stronę i znów w nią wycelował. - I co, rzucisz tym we mnie? - spytał sarkastycznie i zwyczajnie ją wyśmiał. Chyba sobie nie zdawała sprawę z tego, że zanim ona weźmie zamach, już będzie miała wpakowaną kulę prosto w cyca. Po chwili usłyszał głos chłopaka. Ulżyło mu w pewnym momencie, choć wciąż spoglądał na niego spod byka. Był na tyle ostrożny, że nie pozwolił mu podejść.
- Po prostu postaw je na podłodze i wyjdźcie stąd. - powiedział na spokojnie, oglądając dwójkę. Nie chciał w razie czego niespodzianki, że znienacka przypierdzielają mu z siekiery, bo zaufał im na tyle, że mogliby do niego podejść uzbrojeni. Poczuł jak nieznajomy po drodze trącił jego ramię. W głowie zbeształ tego typa, jak wcześniej go nazwał - Sto Procent Testosteronu. Nie odezwał się nic i pozostał niewzruszony. Kiedy wyszli, Adrien wciąż miał ze sobą karabin. Chodził jeszcze między półkami i sklepami, szukając jednego - alkoholu. Najwyraźniej ostro sprzątnęli ten surowiec, bo na półce była tylko jedna butelka wódki. Niestety, gdy po nią chwycił, zrobił to tak nieudolnie, że spadła i się rozbiła.
- Kurwa! - wrzasnął. - Kurwa, pierdolić się tutaj pół godziny z tymi fiutami tylko po to, żeby zobaczyć widok rozjebanej flaszki... Piękniej być nie mogło. - kopnął szkło na ziemi i sfrustrowany ruszył dalej. Jak można było wywrócić cenny alkohol? No kurwa. Westchnął cicho i wrócił na środek marketu, stawiając niedaleko wyjścia na podłodze karabin. Sam pozbierał swoje graty i wrzucił do plecaka, sięgnął po swoje dwa ukochane toporki, które darzył miłością absolutną. Skierował się jeszcze do innego pomieszczenia i zgarnął zeszyt i długopis. Wyrwał kartkę z zeszytu i pozostawił na niej napis "Miło było poznać." Karteczkę zostawił centralnie na karabinku. W sumie nie wiedział czemu, postanowił być spontaniczny. Może nawet chciał pokazać swój lekceważący stosunek wobec tamtej dwójki. Skierował się do przednich drzwi, po drodze biorąc uszkodzony, przewrócony telewizor i z pełną predyspozycją rzucił w drzwi, żeby je rozwalić. Po markecie rozległ się huk. Adrien wyszedł z marketu i zaczął biec.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Astor

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Nóż, wakizashi, paczka zapałek, sznurek, wszystko to, co miała w podręcznej torebce - rozładowany telefon, kosmetyki, lusterko, podręczna, mała latarka, portfel, zdjęcie rodziców, paczka tabletek na ból głowy i przeziębienie, butelka wody.
Głód : 150/150
Wygląd : Długie, ciemnobrązowe włosy. 165 cm, 45 kg. koszula w kratkę, kurtka jeansowa, spodnie - czarne rurki zmodyfikowane o dużą ilość kieszeni, glany.

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 1:48 pm

Usłyszała od niego coś, co wkurzyło ją niesamowicie. Komentarz na temat jej cudownej urody. Tego nie przepuści. Nikomu, w żadnej sytuacji. Uniosła dłoń z siekierą, nieco nieudolnie, miała zamiar naprawdę rzucić, nie myślała w tym momencie o tym, że mogłaby stracić przy tym nie tylko dumę i nerwy, ale też życie. Zamarła, kiedy usłyszała, że Blaise zgadza się na warunki tego gnojka. Opuściła powoli rękę i wypuściła siekierę na ziemię. "Szlag by tego Blaise'a, będzie tego żałował" - Pomyślała i ruszyła za nim mierząc przy okazji nienawistnym spojrzeniem człowieka, który ich tak załatwił. "Życzę śmierci" - Mogłaby dodać w normalnej sytuacji, ale wolała nie podsycać już ognia, ani w nim, ani w sobie, ani w nikim innym. Prychnęła i ruszyła do wyjścia.
Na zewnątrz wściekła kopnęła jeden z kartonów, na szczęście był pusty. Potoczył się dwa metry dalej. Oparła się wkurzona o ścianę i zaczęła się dziwnie gibać uderzając w nią plecami. Była to oznaka ogromnego zniecierpliwienia.
- Zobaczysz, on nam tego nie odda, daję za to głowę, rękę, moją kurtkę i wszystko na co mi jeszcze na tym cholernym świecie zależy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise Storm

avatar

Wiek : 20 lat
Ekwipunek : karabin automatyczny M16A1, topór, torba na ramię, amunicja, ubrania na zmianę, scyzoryk, latarka, lornetka, kilka konserw, dwie paczki sucharów, butelka wody, paczka papierosów, zapalniczka
Głód : 150/150
Wygląd : Rozczochrane włosy, granatowa koszulka, luźne, dżinsowe spodnie i klasyczne, wojskowe buty.

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 3:36 pm

Zmierzył Alice wzrokiem i również postanowił dać upust swoim emocjom, z całej siły kopiąc jedną z opon. Opamiętał się i spojrzał w kierunku lasu, ale nigdzie nie było widać nawet śladu sztywnego. W razie czego był uzbrojony w topór.
Sam nie wiedział co ma o tym myśleć, ale wszystko wskazywało na to, że odzyska swoją broń z powrotem. Adrien raczej nie wyglądał na osobę, która przejmowałaby się zasadami. Gdyby chciał, mógłby ich zabić i zabrać wszystko to co mieli przy sobie. Nie zrobił tego, jednak to mogło świadczyć także o jego tchórzostwie.
Blaise oparł się o ścianę tuż obok Alice, sięgnął do torby i wyjął z niej paczkę papierosów oraz zapalniczkę. - Na Twoim miejscu tak bardzo bym się nie poświęcał, księżniczko. - Zadrwił. - Ten frajer pewnie nawet nie umie strzelać, ale Twoja kurtka na pewno się komuś przyda.- Zapalił papierosa i zaciągnął się dymem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Astor

avatar

Wiek : 18 lat
Ekwipunek : Nóż, wakizashi, paczka zapałek, sznurek, wszystko to, co miała w podręcznej torebce - rozładowany telefon, kosmetyki, lusterko, podręczna, mała latarka, portfel, zdjęcie rodziców, paczka tabletek na ból głowy i przeziębienie, butelka wody.
Głód : 150/150
Wygląd : Długie, ciemnobrązowe włosy. 165 cm, 45 kg. koszula w kratkę, kurtka jeansowa, spodnie - czarne rurki zmodyfikowane o dużą ilość kieszeni, glany.

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 6:07 pm

- Pff, jeszcze raz mi tu zaksiężniczkuj to się wścieknę. - Mruknęła i tak już zła na cały świat za tą chorą sytuację. - Okropność. - mruknęła komentując papierosa Blaise'a. Pomachała dłonią przed nosem żeby odgonić dym, odbiła się od ściany i stanęła na nogi odsuwając się nieco. Zajrzała przez drzwi, które wyszli zastanawiając się czy już mogą wejść. Choć cudów się nie spodziewała, pewnie nie będzie tam broni.
- Jak myślisz, już? Czy dalej tam siedzi myśląc jak uciec z nasza bronią? Przepraszam, twoją. - Ostatnie słowo podkreśliła dokładnie. Aczkolwiek sama nie pogardziłaby takim karabinem, jeszcze gdyby umiała strzelać to już by było spełnienie marzeń. Obiecała sobie, że w przyszłości się tego nauczy, sama lub z czyjąś pomocą, nieważne. Jest to podstawowa umiejętność żeby przetrwać, nie mogła więc być taką ignorantką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise Storm

avatar

Wiek : 20 lat
Ekwipunek : karabin automatyczny M16A1, topór, torba na ramię, amunicja, ubrania na zmianę, scyzoryk, latarka, lornetka, kilka konserw, dwie paczki sucharów, butelka wody, paczka papierosów, zapalniczka
Głód : 150/150
Wygląd : Rozczochrane włosy, granatowa koszulka, luźne, dżinsowe spodnie i klasyczne, wojskowe buty.

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 6:27 pm

Delikatnie uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu. Dla niego papierosy nie były okropnością, lecz zważając na okoliczności, w jakich się znajdowali - istnym rarytasem. Rzucił peta na ziemię, przydepnął go i gwałtownie spoważniał, przypominając sobie o broni.
Obrócił głowę w kierunku drzwi i przez chwilę zastanawiał się nad wejściem do środka. Spodziewał się, że jeszcze zobaczy swój karabin, ale niczego nie mógł być pewien. - Nie mam cholernego zegarka, ale chyba już. - Odpowiedział jej. - Musimy coś dla Ciebie znaleźć jak wrócimy do obozu. - Dodał po chwili. Po dzisiejszym zdarzeniu postanowił, że już nigdy nie wypuści z obozu człowieka bez broni palnej. - I nauczymy księżniczkę strzelać.
Po jakichś dwóch minutach, do ich uszu dobiegł gwałtowny huk. - Oho. Frajer się ulotnił. - Skomentował Blaise.
Pchnął drzwi i z toporkiem w pogotowiu, powoli wszedł z powrotem do środka supermarketu, uważnie się rozglądając. Broń - tak jak obiecał Adrien - leżała naprzeciwko wejścia. - No proszę. - Mruknął, podnosząc ją z podłogi, tym samym zrzucając pozostawioną na niej kartkę. Odczytał zapisek.
Miło było poznać.
Prychnął i wyszedł ze sklepu, wraz z Alice kierując się z powrotem w stronę obozu.

/zt x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Aristow

avatar

Wiek : 23 lata
Głód : 130/150
Wygląd : Rudawe kudły, niebieskie oczy, 174 cm wzrostu. Tak.

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 10:07 pm

Sam nie spotkał dawno żadnej żywej duszy i całkiem mu to doskwierało. Zaczął iść we wskazanym przez nią kierunku, w sumie nie zwracał większej uwagi na to, co zrobiła. No, poniekąd to rozumiał. Bo nawet dawniej by porozmawiać z kimś inteligentnym ograniczał się do gadania ze sobą. Dotarli do Walmartu, a Borys miał nadzieję przede wszystkim na jakąś tymczasową kwaterę. Co zrobi ona, to już jej sprawa. Wielobranżówka nie wydawała się przepełniona trupami, ale nie mogli zakładać, że będą zupełnie bezpieczni. Spodziewał się znalezienia sklepu meblowego i gdy znalazł co prawda poszarpaną mapkę sklepu, starał się jakoś go zlokalizować. Okej, zapisane, zapamiętane. Obrócił się w stronę dziewczyny.
- Potrzebujesz czegoś? Myślałem, żeby iść do meblowego. Tam możemy się bronić i odpocząć. - Z naciskiem na słowo "odpocząć". Ale w razie czego mógł z nią połazić po sklepach. Zarówno teraz, jak i dawniej równać się to mogło z samobójstwem albo śmiercią z wyczerpania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa Winters

avatar

Wiek : 22 lata
Głód : 150/150

PisanieTemat: Re: Walmart   Pon Lut 16, 2015 10:53 pm

Cała trzęsła się z dumy, że znalazła ten sklep. Choć nie było się z czego cieszyć, budyneczek był widoczny z parku, w którym przed chwilą byli. To jednak nie przeszkodziło jej być zadowoloną z siebie. Stwierdziła, że gdyby była swoimi rodzicami wsadziłaby swoją szanowną osobę do psychiatryka w chwili natychmiastowej. Choć tak naprawdę nie za tego typu zachowania tam trafiła jeszcze za czasów, gdy nikt nigdy nie słyszał o żadnej apokalipsie.
- Cóż i tak wszystko na sto procent zostało ogołocone. - Stwierdziła kiwając na dodatek głową na potwierdzenie swoich słów. Może i opłaciłoby się przejść na wszelki wypadek po innych działach, ale na razie na tego typu atrakcje była zbyt zmęczona. Może jak już odpoczną, czy coś. Widząc mapę w jego rękach kiwnęła na nią głową i rzekła:
- Prowadź więc mistrzu map i wszelkiej orientacji w terenie do meblowego. Choć może ja siebie powinnam w ten sposób tytułować? W końcu doprowadziłam nas do tego sklepu. - Zaśmiała się. Nie złośliwie, nie szyderczo, ale szczerze, z serca. Chyba była nieświadoma tego, że zbyt dużej roboty nie wykonała. Poprawiła tylko plecak, był to jej dziwny nawyk, nawet jesli w tej chwili nie spadał z ramienia. Ruszyła więc za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Aristow

avatar

Wiek : 23 lata
Głód : 130/150
Wygląd : Rudawe kudły, niebieskie oczy, 174 cm wzrostu. Tak.

PisanieTemat: Re: Walmart   Wto Lut 17, 2015 7:41 pm

Podekscytowana jak szczeniak, uroczo. Kąciki jego ust aż drgnęły nieco ku górze widząc, jaka była zadowolona z siebie. W zasadzie dobrze było widzieć kogoś, kto miał jeszcze jakąkolwiek energię, nawet, jeśli sprawiał wrażenie zdrowo kopniętego.
- Może tak, może nie. - Wzruszył ramionami i wetknął mapę do kieszeni bojówek. Lubił te spodnie przede wszystkim ze względu na sporą pojemność i wygodę. Vanessa, cóż... zdecydowanie wydawała mu się na swój sposób urocza. Ten entuzjazm w pewnym sensie go rozweselał, humor miał szczerze mówiąc lepszy. A może to po prostu kwestia samotności?
- Jasne. Chodź, to.. no niedaleko. - Mruknął, łapiąc ją w miarę delikatnie za nadgarstek. W zasadzie nie chciał, by cokolwiek sobie zrobiła po drodze. Zaśmiał się, słysząc jej słowa, po czym przez chwilę milczał. Dawniej śmiał się więcej, teraz ta czynność była kolejną, która była niesamowicie odległa dla niego. Wydawałoby się, że zupełnie zapomniał, jak to się robi. Zaraz spoważniał.
- Da, da, brawo. Dostaniesz order za specjalne zasługi. - rzucił ni to żartem ni na poważnie, po czym poprowadził ją do sklepu. Pierwszym, co zrobił było przeszukanie sklepów. Ani żywej duszy... a martwej tym bardziej. W końcu posadził tyłek na jednej z kanap i rozsiadł się na niej wygodnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa Winters

avatar

Wiek : 22 lata
Głód : 150/150

PisanieTemat: Re: Walmart   Wto Lut 17, 2015 8:39 pm

Mądrze zrobił prowadząc ją przez te wszystkie korytarze i alejki między półkami sklepowymi, które oczywiście były puste. Zresztą nikt niczego innego się nie spodziewał. Na samym początku apokalipsy w każdym miejscu pełno było wszystkiego, wtedy każdy mógł się zaopatrzyć w co tylko chciał i to całkowicie za darmo. Może jedynie z narażeniem własnego życia, ale dla takiej osoby jak Vanessa, której niezbyt zależało na życiu, to było nic. Nie wyglądała na taką, można by przypuszczać, że jest w niej więcej chęci do życia niż w kimkolwiek innym starającym się przeżyć.
Starała się stąpać ostrożnie, cicho, choć nie zawsze jej to wychodziło ale na szczęście nie zrzuciła nic po drodze, była zbyt przejęta całą sytuacją. Pierwszy raz zabrakło jej języka w gębie, nie odzywała się całą drogę. Była skupiona na ostrożnym stawianiu stóp na wolnych skrawkach podłogi i na wpatrywaniu się w plecy chłopaka.
- Naprawdę dziwnie jest spotkać kogoś żywego. - Zaczęła poważnym tonem, który zupełnie do niej nie pasował. - Długo chodziłam sama, nawet nie wiem jak ja.. - Urwała na chwilę, bo zdawało jej się, że coś słyszy, po chwili pokręciła głową i wróciła do tego, co mówiła. - ... jak ja przeżyłam.
To chyba były najbardziej poważne słowa jakie wypowiedziała od początku apokalipsy, choć monologi przeprowadzane w towarzystwie zombie także były niczego sobie. Wreszcie dotarli do celu, ani razu nie zabłądzili.
- Naprawdę jesteś mistrzem map i orientacji. - Zaśmiała się na swój uroczy sposób i przystanęła przy kanapie zastanawiając się czy wypada usiąść. Chociaż.. od kiedy to zastanawiała się czy coś wypada czy nie? Zwykle w jakimkolwiek towarzystwie robiła co chciała i nie zawsze były to rzeczy, które każdy zwykły człowiek by zrobił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Aristow

avatar

Wiek : 23 lata
Głód : 130/150
Wygląd : Rudawe kudły, niebieskie oczy, 174 cm wzrostu. Tak.

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 22, 2015 12:49 am

Szli w milczeniu i w zasadzie mu to pasowało. Zawsze milczał, prawie zawsze... Gadatliwy nie był z pewnością. Uważnie nasłuchiwał i obserwował otoczenie, jednak nie wydawał się jakoś specjalnie spięty tą sytuacją. Było w miarę bezpiecznie, a to chyba dobrze. Właśnie, słowo klucz "chyba". A ono mówi, że nie zawsze jest tak, jak się wydaje.
- Taa. Martwi nie gadają. - Zgodził się i wcale nie była to sugestia, żeby przestała mówić. W zasadzie było przeciwnie. Miło było móc pogadać, choć niekoniecznie za tym przepadał w dalszym ciągu. Świat i tak był przepełniony bólem, żalem i szarością, a brak osób, do których można było otworzyć gębę, jeszcze bardziej odbierał mu koloryt. Innymi słowy, świat, choć niebezpieczny, był też cholernie nudny i pusty. Zabrakło tych niewielu rozumnych osób, które kiedyś istniały. Dziś po prostu spadły na takie dno egzystencjalne, jak większość ludzi stąpających po ziemi. Drgnął lekko, słysząc słowa dotyczące przeżycia. Jeszcze chwilę się nie odzywał, zbierając w międzyczasie myśli.
- Ja... Jestem sam od początku. - Trudno określić, czy chodziło mu o to, że jest sam od początku końca, czy swojego początku. Sam nie do końca wiedział, o który sens początku mu chodziło. Zacisnął wargi i uznał, że w sklepie brakuje dywanu na ścianie obejrzał się na nią. - Ale jak widzisz, oboje jakoś żyjemy... To raczej dobry znak?
Sam znał doskonale samotność, która praktycznie od zawsze była dla niego najbliższa, trochę jak przyjaciółka. Pamiętał też, jak kilka dni temu siedział na jednej z ławek i nawet zastanawiał się nad sensem swojego istnienia. Jego wzrok zatrzymywał się na różnych obiektach: a to na pobliskim drzewie, a to na tym nieszczęsnym, zaschniętym trupie, a to znowu na kamieniu. Trup był nudny. Drzewo było nudne. Kamień też był kurna nudny. No bo co on robił? Nic nie robił. Kamienia nie wyprowadzisz, kamienia nie nauczysz sztuczek, no, ale taki właśnie kamień ma też zalety. Kamień słucha, kamień może nie rozumie, ale posłucha, pocieszyć też nie pocieszy, po prostu będzie. Bo czasem to bycie jest właśnie najpotrzebniejsze ludziom. I może też kamieniom. Największą zaletą kamienia było to, że mógł przecież w kogoś nim rzucić. I zrobić tej osobie krzywdę. I bynajmniej nie byłaby to jego wina, tylko wina kamienia. To broń zabija, a nie ludzie. Czy coś takiego.
Zerkał na towarzyszkę, jakaś wyjątkowo niepewna się wydawała. Aż dziwne. Szczególnie, że i to uznał za urocze w pewnym sensie.
- Nie bój się, nie gryzę. - rzucił dość luźno, co też było dla niego nietypowe. - Znaczy... nu z reguły.

Mam takie konkretne "nie wiem" po tym poście... @_@ Wybacz, że tak długo. Za dużo wszystkiego było w tym tygodniu D:
Kamień i dywany na ścianie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa Winters

avatar

Wiek : 22 lata
Głód : 150/150

PisanieTemat: Re: Walmart   Nie Lut 22, 2015 1:45 pm

- Nie gryziesz? Na pewno? - Zaśmiała się. Po tych wszystkich zombie, których jedynym celem było ugryzienie którejkolwiek odsłoniętej części ciała, nie miała pewności czy ludzie także nie zaczną gryźć. Z głodu lub dla zabawy. Sama nie raz widząc te wszystkie zdechlaki miała ochotę coś ugryźć: stół, drzewo, własny plecak, cokolwiek. To były raczej efekty jej zdziwaczałego już do reszty umysłu, który starał się podpowiadać niestworzone rzeczy. To "z reguły", które rzucił chłopak niezbyt jej pomogło, ale raz się żyje przecież. Tak czy siak nie miała po co i dla kogo tu istnieć, nie wiedziała nawet dlaczego jeszcze nie dała się zabić. Może takie staranie się przetrwać było dla niej zwyczajnie dobrą zabawą? I póki jeszcze się tym nie znudziła trwałaby dalej? Usiadła więc obok niego.
- O ranyy, ale wygodna. - Z radości aż wcisnęła się mocniej w kanapę. Wcześniej siadywała tylko na większych kamieniach, na schodach, betonie lub o ile szczęście pozwalało mogła sobie pozwolić na ławkę w parku. Teraz była po prostu w siódmym niebie. Nigdy nie spodziewała się, że szczęście mogła jej przynieść zwykła, głupia kanapa. Dopiero po paru minutach ogarnęła się i spojrzała na chłopaka siedzącego obok. Miała zamiar coś powiedzieć, ale jakieś chrobotanie w oddali znowu przerwało jej myśl. Rozejrzała się dookoła. Byli w takim miejscu, że powinni być raczej bezpieczni. Potrząsnęła głową starając się przypomnieć sobie co chciała powiedzieć.
- Borys.. - Zaczęła cicho, w sumie jeszcze nie przypomniała sobie co miała mądrego rzec. - Yymm.. - "Ale ze mnie idiotka" - pomyślała. - Może chcesz lizaka? - Wyszczerzyła się jak małe dziecko. Chyba nic więcej ciekawego nie mogło jej przyjść do głowy. Ostatnio miała totalne dziury w pamięci, zapominała wiele rzeczy z przeszłości jak i z obecnej chwili. "Dziwne, że nie zapomniałam jego imienia" - Była zła na siebie, chciała chyba powiedzieć coś ważnego, ale teraz sobie tego nie przypomni. Wyraźnie sposępniała i spojrzała na swój plecak leżący obok kanapy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Walmart   

Powrót do góry Go down
 
Walmart
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Żywe Trupy :: Glob :: 
Atlanta
-
Skocz do: