Forum PBF na podstawie The Walking Dead.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Piedmont Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rick Grimes
Admin


Wiek : 36
Ekwipunek : Colt Phyton, naboje, plecak z wodą i odrobiną żywności, maczeta.
Głód : 130/150
Wygląd : Czarna koszula, przetarte jeansy, terenowe buty.

PisanieTemat: Piedmont Park   Sob Lut 07, 2015 8:13 pm

Wielki, zielony teren o powierzchni większej niż dwa boiska piłkarskie. Jest to raczej spora przestrzeń otwarta, mało tu szwendaczy.

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://walkers.forumpolish.com
Vanessa Winters



Wiek : 22 lata
Głód : 150/150

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Pon Lut 16, 2015 7:21 pm

Już trochę minęło odkąd zaczęła z odwagą włóczyć się po różnego rodzaju lokacjach. Wcześniej jednak siedziała w jednym miejscu, barykadując się i chroniąc swój tyłek na wszelkie możliwe sposoby. Niestety to nie był przepis na przetrwanie, w końcu zaczęły się kończyć zapasy, amunicja i przede wszystkim chęci do życia i przetrwania w tym całym syfie.
Dotarła do jakiegoś parku, nie znała nazwy, zresztą na co jej to było. Nigdy nie starała się zapamiętać tego typu rzeczy jak nazwy miejsc, ulic, czy czegokolwiek innego. Zwyczajnie uznała to za zbędne i zaśmiecające jej nieskalany dotąd umysł.
Poprawiła plecak na ramieniu i dziarskim krokiem ruszyła przed siebie odsłaniając całkowicie swoją postać. Była teraz podatna na wszelkie ataki ze strony zombie, ale także i ze strony ocalałych. O tak, oni byli znacznie gorsi i bardziej niebezpieczni, bo nie dało się rozpoznać ich celu. Celem zombie było jedno - zeżreć co tylko się da. Rozejrzała się i nawet okręciła wokół własnej osi, ale nikogo ani niczego tutaj nie było. Pusto i cisza. "Święty spokój" - Pomyślała i obrała sobie za cel okoliczną ławkę, żeby oczywiście odpocząć. Mimo, że niewiele przeszła, męczyła się i lubiła robić sobie częste przerwy żeby zwyczajnie posiedzieć i zebrać myśli. Zaczynała jej powoli doskwierać samotność i z miłą chęcią spotkałaby kogoś innego niż umarlaka, bo z nim nie dało się rozmawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Aristow



Wiek : 23 lata
Głód : 130/150
Wygląd : Rudawe kudły, niebieskie oczy, 174 cm wzrostu. Tak.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Pon Lut 16, 2015 7:47 pm

Ostatnimi czasy Borys chodził jeszcze więcej, niż zwykle. Najlepiej jest być w ruchu, nigdy nie wiadomo, czy to, co istnieje dziś będzie istniało jeszcze jutro. A co dopiero za tydzień, czy miesiąc. A on był prawie pewien, że będzie jeszcze wtedy żywy. Był dość ostrożny i miał swój, hm, system, który pozwalał mu na przeżycie. Pozostawanie w ciągłym ruchu było jedną z jego części. Teraz szedł z karabinkiem w ręku, ot, na wszelki pożarny wypadek. Zmęczony dotarł w końcu do pozornie czystego parku, który był aż niepokojąco spokojny. Westchnął. Może znajdzie tu coś ciekawego? Warto spróbować. Wkroczył do środka, przy okazji sprawdzając też magazynek; był pełny. To całkiem dobry znak.
Szlajając się po trawie jak jeleń w końcu dojrzał jakiś ślad życia, lub życia po życiu. Nie był do końca pewien, co jest gorsze, bo ludzie stawali się po prostu bestiami. Równie okrutnymi i bezwzględnymi, co umarli. Chociaż tego nie byłby pewien; z pewnością było wielu gorszych. Za tymczasowy cel obrał sobie zbliżenie się do tej osoby. Jak będzie niemartwa, zabije. Jak będzie żywa... zobaczy się. Podszedł wolno do niej, wciąż zostając w bezpiecznej, jak mu się wydawało, odległości. Uniósł broń i rzucił po swojemu:
- Ruki wwierch. - Wiedział, że i tak go zapewne nie zrozumie, obojętne, czy to trup, czy ktoś żywy. Wydawała się dość... czysta, ale kto tam wie tą padlinę? Zaraz, na wszelki wypadek poprawił się na angielski. - Ręce do góry. Jeśli jesteś żywa.
Drugie zdanie powiedział cicho, jednak miał nadzieję, że w końcu natknął się na duszę żywą, a nie taką niekoniecznie żywą. Odezwać się do kogoś byłoby mimo wszystko całkiem miło, mimo tego, że za dawnych czasów jakoś nie przywiązywał do tego większej wagi. Nie chciał do niej strzelać, jednak jeśliby musiał, zrobiłby to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa Winters



Wiek : 22 lata
Głód : 150/150

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Pon Lut 16, 2015 7:57 pm

Słońce świeciło mocno, a prócz tego cisza. Nawet ptaki nie śpiewały. czyżby zwierzęta dotknął ten sam los co ludzi? No nic, przynajmniej będzie słychać, kiedy jakiś zombie odważy się wyłonić zza krzaków. Zaczęła grzebać w swoim plecaku w poszukiwaniu czegoś słodkiego, miała nadzieję, że coś jeszcze pozostało. Nagle ktoś do niej krzyknął. Właściwie nie wiedziała co krzyknął, po co i do kogo. Zrozumiała tylko ręce do góry. Zresztą chyba każdy zrozumiałby te słowa. Ociekały groźbą.
- Co? Co, co, co, co? - Automatycznie podniosła ręce do góry, a plecak, który trzymała na kolanach spadł na ziemię, oczywiście rozpiętą górą do dołu, wszystko co znajdowało się wewnątrz natychmiast potoczyło się po ziemi. - Matko.. - Sapnęła natychmiast rzucając się do swoich rzeczy, zapomniała na sekundę o człowieku, który do niej mierzył. Natychmiast oprzytomniała i klęcząc na ziemi podniosła ponownie ręce, choć bardzo kusiło ją by pochować do końca rzeczy.
- Nie strzelaj, o rany, co za bałagan. - Ręce drgnęły żeby to posprzątać, głupio jej było, że nieznajomy widzi rzeczy, które ze sobą nosiła, choć nie było to nic jak na dzisiejsze czasy niezwykłego. Apteczka, z której wysypały się bandaże i amunicja do jej pistoletów. Prócz tego dwa lizaki, na których widok zaświeciły jej się oczy. - Przynajmniej znalazłam coś słodkiego. - Mruknęła cicho do siebie i natychmiast spojrzała wystraszona na chłopaka. - Nie.. nie zabijaj mnie, nic nie zrobiłam, przysięgam, błagam.. - Słowa wyleciały z jej ust jak z procy. Wariowała już, chyba zbyt długo była sama, choć taka też jej była natura - gaduły. W ten piękny, słoneczny i cichy dzień nie była gotowa na śmierć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Aristow



Wiek : 23 lata
Głód : 130/150
Wygląd : Rudawe kudły, niebieskie oczy, 174 cm wzrostu. Tak.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Pon Lut 16, 2015 8:12 pm

Dobra, żyła. Zakładając, że trupy nie nauczyły się gadać jak w paru z gier, za którymi kiedyś przepadał. Uniósł brew, obserwując ją. Na groźną bynajmniej nie wyglądała, więc chwilę jeszcze potrzymał broń w ręku, po czym opuścił ją. Nawet nie odbezpieczył, ale cieszył się, że nie musiał strzelać. Kącikiem ust uśmiechnął się słysząc, jak ona się tłumaczy. Obserwował to, co ona robiła i pokręcił głową z pewnym rozbawieniem.
- Nie strzelam. Widzisz? Ja odwiesił. Niegroźny, nie strzelam do ludzi. - No, z reguły. A ona wyjątkiem nie była, nie miał zamiaru zabić. - Ty tu sama? - Spytał, przekrzywiając głowę na lewo. Jego brwi znowu powędrowały ku górze gdy zobaczył jej reakcję na słodkości. Sam ich od dawna nie widział, ale jakoś nie chciało mu się ich jej zabierać. To było nieuczciwe, jak okradanie dziecka.
- Nie panikuj. - A to było dość egoistyczne stwierdzenie. Niekoniecznie interesowało go, jak ona się czuje, po prostu wolałby, żeby nie wrzeszczała i nie ściągała tu ożywieńców. Żeby nie ściągała ich na niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa Winters



Wiek : 22 lata
Głód : 150/150

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Pon Lut 16, 2015 8:22 pm

Nieufnie patrzyła jak opuszcza broń przestając w nią celować. Jej ogromną wadą była ufność. Od razu więc się uspokoiła i zerknęła na swoje rzeczy. Skoro już do niej nie celował mogła pospiesznie je wszystkie pochować i zapiąć plecak. Podniosła się szybko z kolan, otrzepała spodnie i spojrzała na chłopaka. Miał rude włosy, które natychmiast jej się spodobały i był podobnego wzrostu.
Kopnęła plecak za siebie żeby przypadkiem nie kusiło go żeby ją przeszukać czy coś. Oba swoje pistolety miała niezdarnie przyczepione do pasa, ale nawet przez chwilę nie przeszło jej przez myśl żeby je wyciągnąć. Była przyzwyczajona do używania ich tylko i wyłącznie przeciwko zombie, w życiu nie pomyślałaby żeby wymierzyć je przeciw żywemu człowiekowi. Była taka naiwna, pragnęła by wszyscy się zjednoczyli przeciwko tej wstrętnej apokalipsie. Niestety stało się na odwrót, ludzie jak ze sobą walczyli tak i dalej walczą.
- Dobra, świetnie, dziękuję. Sama jak widzisz. - Powiedziała bardzo szybko i normalny człowiek raczej nie zrozumiałby jej słów. Była jeszcze w szoku, ale powoli zaczęła się z niego otrząsać. Spojrzała na niego zaciekawiona, w jej oczach można by teraz dostrzec ciekawość małego dziecka. Ostrożnie stwierdziła w myślach, że chłopak musi być równie młody co i ona. Był też nieźle uzbrojony, zresztą człowiek bez broni zwykle ginął w tym piekle, fakt, że on żył musiał świadczyć o tym, że był niezwykle dobry. Choć szczerze powiedziawszy za przeżycie Vanessy odpowiadała nie tyle umiejętność strzelania, co zwyczajne szczęście. Nie bez powodu mówi się, że głupi zawsze je ma. Ona była tego chodzącym przykładem. Zbyt ufna, zbyt miła, zbyt niezdarna, zbyt dziecinna, a żyje.
- Jestem Vanessa. - Powiedziała już zupełnie spokojnie. Wątpiła, by go to cokolwiek obchodziło. Zachowa się pewnie jak każdy, odejdzie nim dziewczyna zdąży o cokolwiek zapytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Aristow



Wiek : 23 lata
Głód : 130/150
Wygląd : Rudawe kudły, niebieskie oczy, 174 cm wzrostu. Tak.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Pon Lut 16, 2015 8:35 pm

Skinął z ociąganiem głową, udając, że w ogóle zrozumiał jej słowa. Angielski przyswoił sobie szybko, jednak w dalszym ciągu myślał po rosyjsku i jego mózg był nastawiony właśnie na ten język pierwszoplanowo. Widząc, że raczej do żadnego starcia nie dojdzie, spokojnie podszedł do niej.
- Nessie. - stwierdził, kiwając głową. Tak będzie mu łatwiej zapamiętać, o ile w ogóle zapamięta jej imię. A ona wciąż nie odpowiedziała na jego pytanie. Rozejrzał się, czy aby na pewno nic do nich nie idzie, albo czy niczego nie upuściła.
- Pytałem, czy jesteś sama. Nie powinnaś. - Przypomniał jej, mając na myśli jej ciapowatość. Ktoś powinien jakoś ją bronić, ale... Raczej nie on, bo nie nadawał się do takich rzeczy. Westchnął cicho. Był już zmęczony, może powinni poszukać jakiegoś miejsca na dłuższy postój? Zdecydowanie by się przydało, w każdym razie jemu.
- Baris, Borys. Jak chcesz. - bardzo grzecznie przedstawił się nowej koleżance, myśląc teraz głównie o jakimś przyjemnym miejscu do wypoczynku. - Głupio tak na środku parku stać. Znasz miejsce, w którym można odpocząć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa Winters



Wiek : 22 lata
Głód : 150/150

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Pon Lut 16, 2015 8:44 pm

- A widzisz tu kogoś innego? - Jęknęła wymachując rękami we wszelkie możliwe strony. - Zgaduję, że jeżeli miałabym jakąś grupę to pewnie dla własnego bezpieczeństwa nie oddalałabym się ani na krok. - Zamyśliła się na chwilę myśląc jak by to było, gdyby nie musiała już tak bardzo martwić się o siebie. Choć w rzeczywistości nigdy się nie martwiła, była zbyt nieświadoma zagrożenia na jakie może się natknąć. Zabiła już parę zombie, nawet paręnaście, ale jeszcze nie była w takiej sytuacji, gdzie musiałaby się siłować z umarlakiem czy wbijać mu nóż prosto w głowę. Zawsze oczyszczała sobie teren różnymi sposobami, byle tylko uniknąć bezpośredniej konfrontacji.
Słysząc jego imię uśmiechnęła się lekko, takiego jeszcze nie słyszała, miło brzmiało.
- Fajne imię. - Tylko na tyle było ją stać w tym momencie. I tak już była zdziwiona, że ktokolwiek żywy się tutaj znalazł. Myślała, że znowu będzie musiała odbywać udawaną rozmowę z jakimś sztywnym, który odpowiadałby jej tylko krótkim chrapnięciem. To były zwykle bardzo nudne konwersacje, które nie kończyły się niczym innym jak strzałem w głowę. To było zawsze jej takie małe pożegnanie za niezbyt udaną rozmowę.
- Wiesz co, wybierałam się właśnie do sklepu. O ile w ogóle przewrócone, opustoszałe półki można nazwać sklepem. Zgaduję, że w takim miejscu też można odpocząć. - Szczerze to była ogromnie ciekawa czy w jakimkolwiek sklepie pozostały jeszcze jakieś słodycze. Może zdesperowani ocalali wcale nie łapali w pierwszej kolejności za biedne lizaki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Aristow



Wiek : 23 lata
Głód : 130/150
Wygląd : Rudawe kudły, niebieskie oczy, 174 cm wzrostu. Tak.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Pon Lut 16, 2015 9:03 pm

Odsunął się, by nie oberwać, gdy ta... em, odprawiała taniec deszczu? No, w każdym razie nie chciał zostać uderzonym. W pewnym momencie złapał ją za nadgarstek, bo jak nie skrzywdzi jego, to pewnie skrzywdzi siebie. Biedactwu jak widać trochę się poprzewracało w głowie, ale jak mus to mus, jakoś z nią wytrzyma. Chociaż trochę.
- Nie machaj tak tymi odnóżami, energia przyda ci się na inne czynności. - mruknął sceptycznym tonem, po chwili puszczając jej rękę. - Zrozumiałbym cię także gdybyś nie stwarzała zagrożenia dla mnie.
"Dla mnie" może i brzmiało egoistycznie, na pewno tak było, ale właśnie tego się nauczył i to do niego przylgnęło. Nauczył się też, że w czasie apokalipsy zombie lepiej nie korzystać z toalety w kabinie. Zombie zawsze trafiają na ciebie w najmniej spodziewanym momencie, szczególnie, jeśli chodzi o te najmniej spodziewane ze wszystkich.
- Imię jak imię. - wzruszył ramionami. - Rosyjskie. Hm, może i niegłupi pomysł. Prowadź.
Może i głupotą było poleganie na niej, ale istniała możliwość, że była bardziej obeznana w terenie, niż on. Byłoby miło. Gorzej, jeżeli oboje nie wiedzieli zupełnie, gdzie są.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa Winters



Wiek : 22 lata
Głód : 150/150

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Pon Lut 16, 2015 9:49 pm

Złapał ją za nadgarstek. Natychmiast znieruchomiała dopiero po chwili przyswajając sobie co robi.
- O przepraszam. - Mruknęła speszona natychmiast chowając ręce za siebie. Chyba trochę przesadziła, ale była zbyt szczęśliwa żeby zachowywać się normalnie. dawno nie spotkała nikogo żywego, nie miała pojęcia jak się zachowywać żeby nikogo nie przestraszyć. Trupy zwykle nie reagowały na jej dziwne słowa czy gesty.
- Już jestem spokojna. - Powiedziała sama w to nie wierząc, choć potrafiła sobie niekiedy jakieś rzeczy wmawiać. Może i spokój sobie teraz wmówi?
Dobra musiała teraz zastanowić się gdzie jest sklep. Obróciła się ze trzy razy wokół siebie starając się obrać konkretny i przede wszystkim dobry kierunek. Pacnęła się ręką w głowę.
- Skup się, już tu byłaś. - Powiedziała sama do siebie, mogłoby się to wydać dziwne dla innych, dla niej jednak było to całkowicie normalne. Przez długi czas nie rozmawiała z nikim tylko ze sobą lub z trupami. W końcu się zatrzymała i wskazała gdzieś przed siebie - To tam! - W jej głosie dało się słyszeć triumf. W oddali wyrastał niski budyneczek. Ale była całkowicie pewna, że to jest sklep.

zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Birdy



Wiek : 28
Ekwipunek : > Żywność i woda
> Apteczka samochodowa
> Latarka dynamo i zapałki
> Nóż, pistolet i scyzoryk
> Aluminiowa menażka
> Płaszcz przeciwdeszczowy
Głód : 150/150
Wygląd : Piękna i czyściutka blondyneczka o niebieskich oczach i urzekającym spojrzeniu.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Nie Mar 15, 2015 8:30 pm

Droga ucieczki w stronę budynków została odcięta przez wyjątkowo  przyjazną hordę nieumarłych, którzy z niesamowicie przyjaznymi wyrazami twarzy zmusili ją wkroczenia na teren parku. Birdy była odrobinę zażenowana zaistniałą sytuacją, bo znalazła się w niej przez jednego z miejscowych idiotów, który napuścił na nią szwendaczy w celu uratowania własnego, bezwartościowego tyłka. Nie miała nawet okazji na gnoja nabluzgać, bo musiała rzucić się do ucieczki. W każdym razie, odkąd opuściła dzicz i pojawiła się w tutejszych okolicach zdążyła zauważyć, że na tych terenach nie szlajało się zbyt wiele truposzy, więc przynajmniej miała mniejsze szanse, by natrafić na coś po drodze. Poruszała się szybko, starając się zgubić ich jak najwięcej, ale wciąż miała przed oczami wizję jakiś pięćdziesięciu trucheł podążających jej śladami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://www.facebook.com/
Pablo Juan



Wiek : 40 lat
Ekwipunek : Zapalniczka Zippo, płaszczyk przeciwdeszczowy, niewielka apteczka zawierająca leki przeciwbólowe i bandaże, latarka, dwie konserw i dwie butelki wody. Wszystko zapakowane do poręcznego plecaka.
Głód : 150/150
Wygląd : Buty sportowe, skrócone do połowy łydki sztruksowe spodnie w kolorze porannych wymiocin i czarny podkoszulek który w latach swojej świetności był biały.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Nie Mar 15, 2015 8:49 pm

Pablito szedł. Szedł bardzo, ale to bardzo długo. Lazł, sunął, wędrował. Jak zwał tak zwał, ale najbardziej trafnym określeniem i tak byłoby tułał się bez celu. Pierwszy raz był w Atlancie i nie do końca wiedział jak się znalazł aż tutaj. Tak wyszło. Obijałby się tak między budynkami gdyby nie to, że wreszcie dotarł do jakiejś mniej zesztywniałego miejsca. Park, zieleń, ptaszki ćwierkają i jest tylko kilka truposzy. Nic tylko zorganizować sobie szczątkowy odpoczynek. Przynajmniej taki był plan.
Pablo momentalnie wskoczył w okoliczne krzaki i zaczął sunąć w miejsce w którym mógłby się oddać swoim potrzebom fizjologicznym. W pewnym momencie po prostu wstał, oparł swoją dwururkę o drzewo i rozpiął rozporek. Szkoda, że przyjemność ta nie trwała długo, już po chwili ujrzał dosyć niecodzienny widok. Środek uliczki lazła sobie niezbyt zwracająca uwagę na podstawowe zasady higieny niewiasta z gniazdem pająków na głowie, a za nią... kilkadziesiąt żywych trupów. Mało szwędaczy? No kurwa, rzeczywiście.
Dziewczyna nie wyglądała na jakąś strasznie przejętą. Szła przyspieszonym chodem, może wolno biegła ale paniczna próba ucieczki to to na pewno nie była. Pablo od razu schował interes, złapał berettę i zaciął się na chwilę by połączyć wszystkie wątki. Mógł schować się za drzewem i czekać aż truposze do niego same przyjdą albo zacząć uciekać. Co zrobił? Elegancko wyszedł im na przeciw z zamiarem dołączenia do dziewczyny. O ile jej jeszcze żaden nie ugryzł. Tak, on jest strasznie głupi.

//boję się przeczytać mojego posta lolololo
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Andrzej



Wiek : 36
Ekwipunek : Zdjęcie swojej żony i córeczki, wódka na czarną godzinę, paczka fajek, zapałki, dwie zapalniczki, papier toaletowy, kombinerki, dwa śrubokręty, kilka gwoździ, karty, tabletki przeciwbólowe, dwa noże przy pasie, jedna siekiera, Beretta 93R przy pasie, pięć magazynków i plecak.
Głód : 150/150
Wygląd : Czarne włosy, brązowe oczy, bojówki, biała koszula, sandały i skarpety

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Nie Mar 15, 2015 9:05 pm

Dobrotliwy Andrzej kierował się właśnie w stronę obozu. Penetrowanie terenu nie było dzisiaj jego mocną stroną, zważywszy na to, że uzbierał... Naprawdę mało. Odkąd spotkał tę pierdoloną amerykankę Fever, nie znalazł już żadnej konserwy ani ogólnie nic do żarcia jak i do picia. Ciężko nazwać tę wyprawę udaną. Po drodze zaliczył parę sztywnych, no i właśnie zamierzał przejść przez pobliski park. Trzymając w ręku siekierę w pogotowiu, jego wzrok nagle dostrzegł dwójkę paradujących ludzi. TAK, ludzi. A za nimi wlekła się horda sztywnych wyjąca i błagająca o dorwanie się do świeżego mięska.
- Oni mają z pewnością ruskie korzenie... - skomentował w swoim języku cicho pod nosem, obserwując przez moment tę dwójkę paradujących ludzi. Stał jakiś kawałek od nich, truposze nie były najwyraźniej zainteresowane jego obecnością. Po prostu stał i... Nie wiedział co miał zrobić. Nie wiedział jak miał na to zareagować. Mógł po prostu sobie pójść i wyrzucić z głowy ten dość absurdalny widok z głowy, bo i tak potem w obozie nie będzie umiał opowiedzieć tej historii po angielsku tak, by ktokolwiek ją zrozumiał. Ruszył po chwili w ich stronę, zachowując wciąż jakiś dystans.
- Hej! Ar ju łolk łyf łolkers? Goł dys łej, idiots. - rzucił w ich stronę, machając ręką. Obrócił się i zaczął iść szybszym krokiem w pewną część parku. Wiedział, że zwrócił uwagę nie tylko tej dwójki, ale również hordy zombie. Miał zamiar poprowadzić tych debili w jakieś miejsce, gdzie mogliby ich zgubić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Birdy



Wiek : 28
Ekwipunek : > Żywność i woda
> Apteczka samochodowa
> Latarka dynamo i zapałki
> Nóż, pistolet i scyzoryk
> Aluminiowa menażka
> Płaszcz przeciwdeszczowy
Głód : 150/150
Wygląd : Piękna i czyściutka blondyneczka o niebieskich oczach i urzekającym spojrzeniu.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Nie Mar 15, 2015 9:25 pm

Birdy podrapała się po głowie wygrzebując z niej trochę piasku, po czym dostrzegła, że dołącza się do niej jakiś bliżej nieokreślony typ. Przez chwilę nawet przymierzyła się do tego, żeby dać mu kuksańca w kolano, zostawić tak i uciec, ale się rozmyśliła. Nie było przecież tak źle. Szli sobie tak, nawet nie biegli, a trucheł była zaledwie horda. Normalna, codzienna sytuacja. Przyspieszyła trochę kroku, bo nawet ten beznogi truposz powoli ich doganiał i wtem usłyszała czyjś głos. Języka nie rozpoznała, więc wzięła to za oryginalniejsze bleeergggghhhhhh i nie zwróciła na to większej uwagi.
Wszystko szło po jej myśli - mniej ogarnięte szwendacze właziły w jakieś krzakuny i zostawały w tyle. Jeszcze tylko z 50 takich krzaków i po problemie! Andrzej w ogóle nie miał powodu by wpieprzać się w sytuację.
- To na pewno był angielski? - zapytała sama siebie zdezorientowana, bo słowa Polaka były dla niej porównywalne do mamrotu wstawionej, tajskiej dziwki. Swoją drogą, nie licząc koloru skóry tych dwoje było do siebie całkiem podobnych. Nie była tylko pewna czy to przez brodę, czy wąsy.
- Wygląda na uczciwego imigranta, ja mu ufam. - rzuciła i podążyła za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://www.facebook.com/
Pablo Juan



Wiek : 40 lat
Ekwipunek : Zapalniczka Zippo, płaszczyk przeciwdeszczowy, niewielka apteczka zawierająca leki przeciwbólowe i bandaże, latarka, dwie konserw i dwie butelki wody. Wszystko zapakowane do poręcznego plecaka.
Głód : 150/150
Wygląd : Buty sportowe, skrócone do połowy łydki sztruksowe spodnie w kolorze porannych wymiocin i czarny podkoszulek który w latach swojej świetności był biały.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Nie Mar 15, 2015 10:15 pm

Pablo nie do końca wiedział co ze sobą robi. Jego narząd nazywany mózgiem widać nie pracował na pełnych obrotach. Przecież mógł uciec w zupełnie odwrotnym kierunku. Znowu poległ na gruncie logistyki, nigdy nie należał do zbyt łebskich, na szczęście miał od tego ludzi. Teraz pewnie nie żyją, ale kiedyś byli całkiem pomocni.
No i tak biegł sobie obok dziewczyny starając się ciągle trzymać bezpieczną odległość. W dłoniach ciągle dzierżył strzelbę i w każdej chwili był gotowy do jakiegoś przypadkowego strzału w kolano.
- Hola, jestem Pablo. - Powiedział do niej zupełnie normalnym tonem jakby właśnie poznali się na spotkaniu u wspólnego znajomego. Nie dał jej czasu na odpowiedź tylko zadał kolejne pytanie.
- Jakim cudem znalazłaś się w takiej sytuacji? - I minimalnie przyspieszył by utrzymać jej kroku. To właśnie w tym momencie pojawił się tajemniczy, zarośnięty jegomość i zaczął krzyczeć do nich akcentem niewiele gorszym od pablitowego. Brzmiało to trochę wymiotujący mors, ale Juan załapał od razu. Spojrzał jeszcze raz na dziewczynę i jeszcze trochę przyspieszył, starając się cały czas monitorować zachowanie obydwojga nowo spotkanych osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Andrzej



Wiek : 36
Ekwipunek : Zdjęcie swojej żony i córeczki, wódka na czarną godzinę, paczka fajek, zapałki, dwie zapalniczki, papier toaletowy, kombinerki, dwa śrubokręty, kilka gwoździ, karty, tabletki przeciwbólowe, dwa noże przy pasie, jedna siekiera, Beretta 93R przy pasie, pięć magazynków i plecak.
Głód : 150/150
Wygląd : Czarne włosy, brązowe oczy, bojówki, biała koszula, sandały i skarpety

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Nie Mar 15, 2015 10:27 pm

A może między dwójką był jakiś zakład? Albo coś? W sumie Andrzej nie wnikał. No, przynajmniej nie teraz, bo kiedy będzie mógł, zapyta przy pierwszej lepszej okazji chociażby po to, by nie było nudno. Usłyszał za sobą jakiś ich pierdzielony inglisz, a konkretnie tej dziewczyny, której nie miał za bardzo okazji się przyjrzeć. Generalnie obecnie miał w dupie wygląd tej w dwójki, pierw liczyło się wyprowadzenie ich z opałowej sytuacji. Niby nie miał w tym żadnego interesu, ale po prostu był uczciwy, głupi, może naiwny, szczery i dobroczynny, ponieważ jest wierny zasadom "bóg honor ojczyzna" (z tym trzecim na tyle wierny, że nawet po takim czasie nie jest w stanie nauczyć się dobrze angielskiego).
Prowadził ich alejkami, aż zniknęli za jakimś budynkiem, niegdysiejszą szatnią na pobliskim boisku. Potem zaczął zwyczajnie się wspinać po bramie, by przejść na teren ogrodzony siatką. Na razie wydawało się być to dla niego najlepszą opcją ochrony przed hordą zombie. Skierował się do budynku, chcąc wejść przez drzwi, tam również napotkała go niespodzianka w postaci jednego, czołgającego się po ziemi trupa, ale z nim szybko się uporał. Miejsce było przytulne, nie licząc rozbryzganej krwi i kilku martwych ciał i oczywiście smrodu.
- Soł... - zaczął, po czym otarł ze skrzywieniem na twarzy ostrze siekierki o swoje spodnie. Tak, to dobry pomysł. - łot de fak łos dat? - spojrzał na dwójkę i dopiero teraz im się przyjrzał.
- O żesz kurwa... - skomentował pod nosem. - Du ju spik polisz? - spytał tak przy okazji z nadzieją, że którykolwiek z nich potrafi gadać w jego języku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Birdy



Wiek : 28
Ekwipunek : > Żywność i woda
> Apteczka samochodowa
> Latarka dynamo i zapałki
> Nóż, pistolet i scyzoryk
> Aluminiowa menażka
> Płaszcz przeciwdeszczowy
Głód : 150/150
Wygląd : Piękna i czyściutka blondyneczka o niebieskich oczach i urzekającym spojrzeniu.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Nie Mar 15, 2015 10:58 pm

Dziewczyna zdawała się zignorować jego pytanie, ale po jakimś czasie wyrzuciła z siebie krótkie: Miałam pecha. Szczególnie do rzutu kością. Szła w milczeniu. Wolała słyszeć dźwięki otoczenia, które dzisiejszego dnia bardziej niż zawsze próbowało ją zabić, a nie paplaninę jakiegoś meksykanina. Poza tym nigdy nie była zbyt rozmownym człowiekiem, nie mówiąc już nawet o otwartości skierowanej ku nowo poznanym osobom. Trochę denerwował ją fakt, że z opresji ratował ją człowiek noszący skarpety do sandałów, ale przynajmniej żyła i nie musiała błądzić po miejscu, które dopiero co poznawała.
Widząc bramę przez myśl przeszło jej, by wpierw przerzucić plecak, ale zdecydowanie zbyt wiele latarek już tak rozpierdoliła. Przegramoliła się razem z nim, lądując z lekkim stęknięciem, bo trochę już sobie dzisiaj pobiegała.
- Birdy Sapphire. - przypomniało jej się nagle, chociaż nie wydawało jej się by podawanie nazwiska miało w tych czasach jakiekolwiek znaczenie. Podążyła za Polakiem do budynku rozglądając się uważnie za jakąkolwiek niespodzianką, po czym speszyła się widząc, jak ten mierzy ich wzrokiem.
- O czym dokładnie mówisz? - zapytała nie do końca rozumiejąc cóż dziwnego było w idących główną drogą, śledzonych przez hordę dwójce ludzi. Swoją drogą przekleństwa wychodziły Andrzejowi o wiele lepiej niż normalne słowa. - Nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://www.facebook.com/
Pablo Juan



Wiek : 40 lat
Ekwipunek : Zapalniczka Zippo, płaszczyk przeciwdeszczowy, niewielka apteczka zawierająca leki przeciwbólowe i bandaże, latarka, dwie konserw i dwie butelki wody. Wszystko zapakowane do poręcznego plecaka.
Głód : 150/150
Wygląd : Buty sportowe, skrócone do połowy łydki sztruksowe spodnie w kolorze porannych wymiocin i czarny podkoszulek który w latach swojej świetności był biały.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Nie Mar 15, 2015 11:20 pm

Zabolało go to, że dziewczyna nie była zbyt chętna do podtrzymywania rozmowy. Nawet mu nie odpowiedziała kiedy zapytał o imię. Co z tego, że nie dał jej na to czasu. Przynajmniej dowiedział się, że miała pecha. Fajnie, już od ponad roku wszyscy mają pecha. Dopiero teraz zwrócił większą uwagę na to jak wyglądał ich anioł stróż. O ile po ujrzeniu zarostu poczuł że jest to jego bratnia dusza to po zobaczeniu skarpetek do sandałów ich przyszła znajomość chyliła się ku upadkowi. (Ni cholery nie jestem pewien czy to zdanie ma jakikolwiek sens)
Biegli tak za swoim brodatym ratownikiem, w momencie przechodzenia przez ogrodzenie Pablo usłyszał krzyk swojego kręgosłupa. Błagał, żeby przestać. Niestety, starość nie radość. Czterdzieści lat to przecież stanie już jedną nogą w grobie.
Rozejrzał się po pomieszczeniu. W sumie, warunki takie same jak w większości meksykańskich mieszkań. Brakuje tylko rozsypanej wszędzie kokainy. Dziewczyna wreszcie się przedstawiła. Sapphire? Przecież tak nazywał się lokator Pabla z celi. A to Ci niespodzianka, przypadek? Nie sądzę.
Dopiero teraz do Meksykanina dotarła łamana angielszczyzna Andrzeja. Ten akcent był o wiele gorszy niż czterdziestolatka.
- CZY TY MNIE ROZUMIEĆ? - Rzucił bez namysłu w jego stronę, ciągle trzymając blisko siebie swoją dwururkę. Tak, Pablo był bardzo, bardzo głupi. Przynajmniej umiał strzelać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Andrzej



Wiek : 36
Ekwipunek : Zdjęcie swojej żony i córeczki, wódka na czarną godzinę, paczka fajek, zapałki, dwie zapalniczki, papier toaletowy, kombinerki, dwa śrubokręty, kilka gwoździ, karty, tabletki przeciwbólowe, dwa noże przy pasie, jedna siekiera, Beretta 93R przy pasie, pięć magazynków i plecak.
Głód : 150/150
Wygląd : Czarne włosy, brązowe oczy, bojówki, biała koszula, sandały i skarpety

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Nie Mar 15, 2015 11:33 pm

Słysząc za sobą kobiecy głos, domyślił się tylko tyle, że wypowiedziała pewnie swoje imię.
- Andrzej. - odpowiedział krótko. - i tak nie będziesz tego umiała powiedzieć, tacy Amerykanie są. Kaleczą wszystko, co brzmi nie jak ich język. - mamrotał po polsku pod nosem. Zawsze na nich narzekał. A że po polsku narzekał, to nikt nie mógł go oskarżyć o to, że on ich obraża. Pierdolone Amerykany zawsze były zapatrzone w siebie, w swój kraj, swój zad. Usiadł na ławie w pomieszczeniu, w którym się znajdowali, ściągając z pleców plecak.
- Aj min de... eee... Dat sytułejszyn łen ju tu łos łolking ahed de big grołp of zombis. - posklejał swój angielski bardzo powoli. To i tak cud, że zrozumiał dokładnie to, o co się dziewczyna spytała. Inna sprawa taka, czy oboje zrozumieją to, co on powiedział. Spojrzał na meksykanina i zmarszczył brwi. Skąd to nagłe pytanie o to, czy Andrzej go rozumie? Przecież nawet nic do niego nie powiedział. Zamrugał kilka razy.
- Noł. - odparł krótko. - Ar ju in de grołp? or samfing? - wypytywał się o takie podstawowe rzeczy. Zdawało się, że przez chwilę będą jeszcze współpracować czy ogólnie ze sobą przebywać uziemieni w tym miejscu.
- End ju... Meksykański alvaro, łots jor nejm? - zwrócił się w stronę meksykanina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Birdy



Wiek : 28
Ekwipunek : > Żywność i woda
> Apteczka samochodowa
> Latarka dynamo i zapałki
> Nóż, pistolet i scyzoryk
> Aluminiowa menażka
> Płaszcz przeciwdeszczowy
Głód : 150/150
Wygląd : Piękna i czyściutka blondyneczka o niebieskich oczach i urzekającym spojrzeniu.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Nie Mar 15, 2015 11:59 pm

Wsłuchiwała się w trajkot Andrzeja. Strasznie szeleścił ten język, cokolwiek to znaczy.
- Czy to to samo co Endrju? - zapytała z góry bitchslapując go tym samym w twarz swoją amerykańską ignorancją. Rodzice hipisi do niczego nie zobowiązywali. Gdyby nie była całe życie biedna i nie brała narkotyków to kupiłaby sobie najnowszego iphone'a. Generalnie to Birdy zawsze miała zadatki na rozpuszczonego bachora, ale sytuacja materialna babci nie pozwalała jej głupocie na osiągnięcie apogeum.
Skupiła się i spróbowała zrozumieć to, co Andrzej próbuje im przekazać, ale przyszło jej to z niemałym trudem, bo ten mówił bardzo powoli. A może jednak nie przyszło?
- No te typki to tak często kicają sobie w różne strony. - odpowiedziała wycierając twarz z brudu w jeszcze brudniejszą koszulkę. Na język cisnęło jej się proste: często zadajesz tyle pytań?, ale że mało rozgadana i jeszcze nieco podejrzliwa była, to milczała.
Otoczenie budynków sprawiało, że czuła się, delikatnie mówiąc, obco. Nie do końca wiedziała jak radzić sobie w takich warunkach, więc ich towarzystwo nie wydawało jej się być dla niej szczególnie złą opcją.
- Dlaczego nam pomogłeś? - rzuciła krótko. Liczba znaków zapytania w jego wiadomościach była zdecydowanie za wysoka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://www.facebook.com/
Pablo Juan



Wiek : 40 lat
Ekwipunek : Zapalniczka Zippo, płaszczyk przeciwdeszczowy, niewielka apteczka zawierająca leki przeciwbólowe i bandaże, latarka, dwie konserw i dwie butelki wody. Wszystko zapakowane do poręcznego plecaka.
Głód : 150/150
Wygląd : Buty sportowe, skrócone do połowy łydki sztruksowe spodnie w kolorze porannych wymiocin i czarny podkoszulek który w latach swojej świetności był biały.

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Pon Mar 16, 2015 9:20 pm

-An - dżej. - Powtórzył powoli Pablo. No więc, ich ratownik był Andrzejkiem. Brodatym Andrzejkiem w białych skarpetkach i sandałach. Słuchał tego co mężczyzna mówił do siebie w jakimś obcym, wydającym się być losowym ciągiem sylab języku. W sumie, całkiem dźwięcznym, nawet jeśli ni cholery nie rozumiał o czym ten do siebie mówi.
Już chciał odpowiedzieć coś słysząc pytanie o zaistniałej sytułejszyn, ale dziewczyna go wyprzedziła.
- Kicają? Serio? - Rzucił ciągle zezując to na nią, to na Andrzeja. Lekko zluzował uścisk na strzelbie. Ciągle nie czuł się komfortowo czy bezpiecznie, nawet jeśli przed sekundą jego życie zostało uratowane. - Nie. - Rzucił od razu słysząc pytanie o grupie. - Spotkaliśmy się przed chwilą. - Starał się mówić wszystko powoli i jak najwyraźniej aby brodaty mógł wszystko zrozumieć. Nie było to łatwe, akcent Pablita nie należał do najlepszych czy najwyraźniejszych. Zawsze miał przez to problemy a nigdy nic z tym nie zrobił. Cóż.
Ledwie gdy skończył swoją wypowiedź usłyszał kolejne pytanie. Imię. Mógłby po prostu powiedzieć jedno z nich, lecz dla niego było to zbyt ważne. - Pablo Juan Roberto Agustin Miguel Santiago Samuel Veracruz - Powiedział dumnie i czekał na to jak dalej rozwinie się rozmowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Andrzej



Wiek : 36
Ekwipunek : Zdjęcie swojej żony i córeczki, wódka na czarną godzinę, paczka fajek, zapałki, dwie zapalniczki, papier toaletowy, kombinerki, dwa śrubokręty, kilka gwoździ, karty, tabletki przeciwbólowe, dwa noże przy pasie, jedna siekiera, Beretta 93R przy pasie, pięć magazynków i plecak.
Głód : 150/150
Wygląd : Czarne włosy, brązowe oczy, bojówki, biała koszula, sandały i skarpety

PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Wto Mar 17, 2015 5:30 pm

Endrju? Na chwilę zawiesił wzrok na dziewczynie i zamrugał kilka razy, jakby się zastanawiał.
- Endrju... Sonds lajk szit. - skomentował krótko. No, był biegły w przekleństwach, w tym języku były one dość fonetyczne, choć i tak wolał przeklinać w swoim ojczystym języku.
Odpowiedź niespecjalnie go zaspokoiła. Może jednak dziewczyna go nie zrozumiała? A może on nie potrafił wyjaśnić, o co mu dokładniej chodziło? Tak, na pewno to drugie. Potem skierował wzrok na ciemnego, który wypowiedział się - w sposób kaleczący język co Andrzej - w imieniu Birdy. Skinął głową na znak, że zrozumiał.
- Soł ju ar dżast idjots. - skomentował, bo nigdy się nie powstrzymywał od komentarza. Jako że uznał, że uratował dwójkę z opałów, wstał i zignorował zwyczajnie ich obecność oraz dalsze słowa.

Wyszedł sobie, nara, zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Piedmont Park   Today at 11:08 am

Powrót do góry Go down
 
Piedmont Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Żywe Trupy :: Glob :: 
Atlanta
-
Skocz do: